„Bełkotnik”, czyli poprawne tłumaczenie „Jabberwocky”

Istnieje przynajmniej 9 polskich tłumaczeń wiersza „Jabberwocky”, pochodzącego z książki „Through The Looking-Glass” Charlesa Lutwidge’a Dodgsona (którego znamy raczej pod jego literackim pseudonimem – Lewis Carroll). Większość z nich zebrał na swojej stronie Szymon Sokół (http://home.agh.edu.pl/~szymon/jabberwocky.shtml). Na jeszcze jedno cenne tłumaczenie zwrócił mi uwagę Pan Aleksy Schubert. Serdecznie dziękuję i polecam je jako uzupełnienie wspomnianej kolekcji: http://poewiki.vot.pl/index.php?title=Strona_osobista:Alx/Be%C5%82kotliszek

Po ich lekturze nabrałem przekonania, że – choć kilka z nich jest całkiem dobrych – żadne nie jest do końca poprawne. Prawdopodobnie najintegrabniejsze jest to Barańczaka, ponieważ ma ono lietycką brzmynność. Ale również jego przekład jest jedynie „cząstkowy”. Barańczak położył nacisk na brzmienie i płynność, ale nie na ukryte sensy wiersza. Jak wiadomo jednym z głównych motywów twórczości Dodgsona była zabawa słowami, a często podwójne kodowanie i gry prowadzone w metajęzyku. „Jabberwocky” to jeden z koronnych przykładów takich słownych harców.

     Większość przekładów w wielu miejscach stosuje nie tyle translację, co transliterację. Wiersz nie zostaje w całości – to znaczy zarówno na poziomie treści, formy, brzmienia, jak i sensów – przeniesiony do polskiej rzeczywistości językowej. Przykładowo większość autorów nazywa tytułową poczwarę „Dziaberłakiem”, „Dżabrokłapem”, „Żabrołakiem”, „Dżabersmokiem” itp., co jest fonetycznym spolszczeniem, podczas gdy wiadomo, że potwór stworzony przez Dodgsona żyje również jako potwór w sferze językowej – każdy anglofon wie, że jest to „bzdura” czy „bełkot”. Wydaje się, że chcąc tę bestie przeszczepić do rodzimej słowo-fauny (gdzie mieszka już pochodzący od obcego wampira – upiór, czy rodzima południca), trzeba zadać mu formę: „Bełkotnik” (lub pokrewną). Wówczas, podobnie jak w oryginale, słowo to mówi coś i o postaci w wierszu i o samym wierszu. „Bełkotnik” to przecież zarówno poczwara, jak i gatunek poetycki!

     Barańczak niewłaściwie przełożył też drugi kluczowy element opowieści. Przejął fonetyczne „worpalny”, odcinając ten wyraz od angielskiego sensu. Otóż poczwarę językową, jaką jest Bełkotnik, można ubić jedynie pokornym słowem, a więc „słornym ostrzem”. W oryginale „vorpal” jest złożeniem wyrazów „verbal” i prawdopodobnie „gospel”. Przekaz wiersza jest prosty – bełkot i bzdura lęgną się wszędzie, lecz można je pokonać (po)kornym słowem, czyli prostym i jasnym ujęciem sprawy (tak jak zapewne prosty i jaśniejący jest „vorpal sword”).

     Barańczakowi trzeba przyznać natomiast, że dobrze „spolszczył” kilka innych aspektów. Przede wszystkim zastosował sylaby w układzie 9-9-9-7, co związane jest po prostu z faktem, że aby coś powiedzieć po polsku potrzebujemy większej liczby sylab, niż to ma miejsce w języku angielskim. Rytm wiersza jest utrzymany, ale lepiej mieszczą się w nim polskie słowa. Karkołomne próby utrzymania układu 8-8-8-6, tak jak to się dzieje w tłumaczeniu Korwina-Mikke, czy Słomczyńskiego borykają się z koniecznością „wtłamszania” polszczyzny w zbyt małe pojemniki, przez co konkretne wyrazy łamią się i wyglądają kaleko (jak np. „hyr”, czy transliterowane „Bandaper” lub pozostawione po staremu „Tumtum”). By jakoś ten problem rozwiązać Słomczyński decyduje, by strofie-klamrze (pierwsza i ostatnia) nie narzucać tego gorsetu, przez co uzyskuje wyjętą z rytmu część w układzie 11-11-10-10.

     Co ważne – w samej „Through The Looking-Glass” znajdujemy objaśnienie części wyrazów zawartych w wierszyku. Inne dobrze znane są brytyjskim odbiorcom, którzy bazując na wernakularnym wyczuciu językowym są w stanie powiedzieć, co się prawdopodobnie za nimi kryje. Skoro więc chcemy dokonać pełnego przekładu, a nie transliteracyjnej przekładki, musimy trzymać się także tych sensów. Nawet jeśli są to wielosensy – uczyńmy je  wielosensami rodzimymi.

     Poniżej zamieszczam własną próbę tłumaczenia „Bełkotnika”, w której starałem się wyraźnie podkreślić jego metasens. Nie powstrzymałem się z tego względu od wzbogacenia go o pewne dodatkowe nawiązania. Wiadomo, że w przypadku przekładów piękno i wierność nie zawsze idą w parze, ale wszelkie odstępstwa muszą być bardzo dobrze uzasadnione.

     Dodatkowe objaśnienia dotyczące przekładu określonych strof zamieszczam na końcu. Tam też podaję warunek, który musiałby dodatkowo spełnić przekład „Jabberwocky”, by osiągnąć pełną jęzkonałość.

Jabberwocky

‚Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.

Beware the Jabberwock, my son!
The jaws that bite, the claws that catch!
Beware the Jubjub bird, and shun
The frumious Bandersnatch!

He took his vorpal sword in hand:
Long time the manxome foe he sought-
So rested he by the Tumtum tree,
And stood awhile in thought.

And as in uffish thought he stood,
The Jabberwock, with eyes of flame,
Came whiffling through the tulgey wood,
And burbled as it came!

One, two! One, two! And through and through
The vorpal blade went snicker-snack!
He left it dead, and with his head
He went galumphing back.

And has thou slain the Jabberwock?
Come to my arms, my beamish boy!
O frabjous day! Calloh! Callay!
He chortled in his joy.

‚Twas brillig, and the slithy toves
Did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves,
And the mome raths outgrabe.

Bełkotnik

Jamsiało już, a ślibkie borwie
W zarąszczach hypły się i grypły;
Całkiem zżątlały noropatwie,
A zgibne gronie świpły.

Bełkotnik, synu – bestia dzika,
Pazurem chwyta, jadem pluje,
Jak sprytny Traj-kot w tłoku znika,
Niczym Farmazyn truje.

Syn chwycił słorny miecz w swą dłoń,
Jął szukać bestii najgrzeźliwszej,
Lecz styrał się, pocholił skroń
By wszystko to przemyśleć.

I kiedy tkwił tak w myśli mszkawej,
Warbrucząc, z lasu zgęnistego
Wyszedł Bełkotnik barwy krwawej
Wpadając wprost na niego.

Trach! Słornym ostrzem począł go bić.
Ciach! Jest silniejszy od słowa miecz!
Odciął mu bełkot, zostało nic,
Pogalumfował z nim wstecz.

Toś Ty zarezał Bełkotnika?
Pódź w me ramiona! Prosim gości!
Kip-kip, kura! Wsia smroźba znika!
Kichotał w swej radości.

Jamsiało już, a ślibkie borwie
W zarąszczach hypły się i grypły;
Całkiem zżątlały noropatwie,
A zgibne gronie świpły.

(tłum. IS)

*

     Krótko uzasadnię niektóre decyzje. Zacznijmy od „brilling”. Jest to w istocie nieokreślona pora dnia (pada sugestia, że związana z przygotowaniem posiłku, ale nie możemy w każdej sprawie stuprocentowo ufać Humpy-Dumpiemu), ale jako że pojawia się na początku i końcu wiersza warto by przywodziła na myśl i poranek i wieczór. A więc „jaśniało” czy „ciemniało”? „Jamsiało”! Jest w tym także wyraźny posmak śniadaniokolacji. Wyraz „slithy” ma bardzo konkretny sens – śliski i gibki. Jedynie Stiller to poprawnie wyłapał (ale za to postradał właściwy rytm i płynność wiersza). Oba fakty pokazują, że tłumacz ów miał wyższe kompetencje anglo- niż polofońskie.

     W „borwiach” jest część borsuka, korkociągu i żółwia, noropatwie to oczywiście ptactwo zamieszkujące nory (borogoves wiąże się fonetycznie z „burrow” – nie są to żadni arystokratycznie brzmiący borogowie! Borgiowie?!). W „raths” szczury mieszają się z łaźnią, co w polskim odpowiada połączeniu gryzonia z banią – stąd „gronie”. „Jubjub” i „Bandersnatch” to inne dziwostwory z puszczy języka angielskiego. W naszym rodzimym borze zamieszkują oczywiście „Traj-koty” i „Farmazyny” (farmazon w formie roślinnej).

     Większość pozostałych wyrazów jest zapewne dosyć jasna. Momenty stylizacji starałem się dopasować do biegu zdarzeń na pierwszym poziomie kodowania treści (historia o chłopcu, który ubił poczwarę), a także do metatekstu. Najbardziej złośliwe Bełkotniki, a zarazem te, które szybko się rozprzestrzeniają („chwytają”), niewątpliwie cechuje posiadanie „pazura”. Pewnym dylematem było to, co dokładnie zostaje z przepołowienia Bełkotnika. Czy jest to bełkot i „nic”, czy może bełkot i „nikł”? Wybrałem to pierwsze. A miecz, wbrew powiedzeniu, bywa rzecz jasna silniejszy od słowa – pod warunkiem wszakże, że jest on wystarczająco słorny…

*

     Wiadomo, że Alicja chcąc przeczytać „Bełkotnika” musiała użyć lustra. Można w tym kontekście sformułować jeszcze jeden wymóg, który spełnić powinno doskonale poprawne tłumaczenie wiersza. Otóż powinien on mieć mniej więcej tyle samo sensu czytany wierszami wspak. Zastosowanie strofy-klamry stanowi dodatkową sugestię w tej materii. Czytając taki wiersz w odwrotnym porządku powinniśmy zobaczyć jak rodzi się Bełkotnik (najpierw krzyki, ktoś wywija mieczem słownym, w las idzie bestia, na koniec opis tego, jak jest straszna). W moim przekładzie taki poziom doskonałości nie został w pełni osiągnięty. Dla porządku wypada przyznać, że nie osiągnął go również Dodgson…

2 myśli nt. „„Bełkotnik”, czyli poprawne tłumaczenie „Jabberwocky”

  1. JolaBe

    Świetny komentarz do wiersza i przekładów. Samo tłumaczenie też bardzo dobre, poczynając od doskonałego tytułu (w końcu! ). Podziwiam wyczucie językowe. Zajmuje się Pań zawodowo tłumaczeniem?

  2. Irek Sadowski Autor wpisu

    Och nie, to jedynie zabawa po godzinach. Swego czasu starałem się także bawić w takie tłumaczenie piosenek angielskich, by dało się je śpiewać po polsku, a jednocześnie zachowały swój sens. Taki rodzaj językowego sudoku 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.