Archiwa tagu: sondaż

Rynek badawczy w Polsce

OFBOR opublikował ciekawą infografikę na temat rynku badawczego w Polsce. Każdy, kto interesuje się branżą badań społecznych znajdzie tu parę ciekawostek.

Jedna trzecia rynku należy dziś do grupy kapitałowej Kantar (Millward Brown SMG/KRC, TNS Polska – dawniej Pentor i OBOP), a dalsze 28 do grupy Nielsen (AC, AGB). Zwłaszcza ta druga zanotowała wyraźny wzrost – o 7 punktów procentowych w porównaniu z rokiem 2010. Pozostałe dwie wielkie grupy badawcze mają w Polsce znacznie mniejszy udział w przychodach branży: Gfk 13%, a IPSOS 9%. Największa polska firma (PBS) odpowiada za niespełna 5% wyników finansowych sektora.

Warto przy tym pamiętać, że branża badawcza nie stanowi stanowi znaczącej (w kategoriach finansowych) gałęzi gospodarki – gdyby jej przychody jako całości potraktować jako przychody jednej firmy, to firma taka nie zmieściłaby się wśród 300 największych przedsiębiorstw w naszym kraju. Przychody tego rzędu uzyskują firmy jak telekomunikacyjna Vectra, biuro turystyczne Rainbow Tours czy czekoladowy Wawel.

branza_badawcza_2013_przychody

Kliknij, aby powiększyć

Czy internetowe „lajki” mają znaczenie?

Kwestia tego, jakie znaczenie mają „lajki” i inne formy wyrażania opinii w sieci jest  często traktowana ambiwalentnie. Ukuto nawet termin „kliktywizm” (clicktivism) dla tej formy płytkiego aktywizmu obywatelskiego. W Internecie łatwo znaleźć także memy w tym duchu (zob. poniżej). Kliktywizm łatwo scharakteryzować w kategoriach procesów opisywanych przez Roberta Putnama w jego głośnej książce „Bowling Alone” (dzisiejsze zaangażowanie obywatelskie w USA ma jego zdaniem powierzchowny charakter, a sektor obywatelski pozostawiony został aktywistom „sprofesjonalizowanym”).

Czy "lajk" może uratować komuś życie?

Czy „lajk” może uratować komuś życie?

Zostawiając z boku kwestię tego, czy to dobrze, czy źle, że ludzie wyrażają swoją opinię w łatwy i często anonimowy sposób za pośrednictwem Internetu, warto zwrócić uwagę na to, że informacje gromadzone w serwisach społecznościowych można potraktować jako źródło danych socjologicznych i politologicznych. Przykładu dostarcza niepewna i zmieniająca się sytuacja na Ukrainie. Losy niektórych części tego kraju decydują się na podstawie – czy może pod pretekstem – referendum. Przy takim stanie rzeczy opinia, nawet ta powierzchowna i efemeryczna, może mieć geopolityczne znaczenie. W przypadku, gdy inne formy badania opinii są trudne do przeprowadzenia, sensowną ich alternatywną staje się obserwowanie trendów w serwisach społecznościowych. Ciekawą ilustrację znajdziemy na ukraińskim blogu poświęconym wynikom tamtejszych wyborów. Na stronie http://statistika.in.ua/vk/pislyamaidan zamieszczona została interaktywna mapa, która pokazuje ilu użytkowników z określonej miejscowości „polubiło” profil „Euromajdanu” lub „Antymajdanu”.

Mapa, sporządzona przy pomocy serwisu Google, przedstawia liczbę „lajków”, które zostały w poszczególnych miejscowościach przyznane przez użytkowników bądź to profilowi „Euromajdanu” (kolor czerwony), bądź profilowi „Antymajdanu” (kolor granatowy) w serwisie VKontakte (rosyjski odpowiednik Facebooka). Biały kolor oznacza względną równowagę zwolenników i przeciwników Majdanu, natomiast odcienie pośrednie świadczą o stopniu przewagi określonej strony. We Lwowie 99% użytkowników opowiedziało się za pierwszym, z kolei w Doniecku 78% za drugim. Ukraińscy komentatorzy twierdzą, że istnieją dziś nie dwie, ale trzy Ukrainy, powołując się właśnie na fakt, że obok jednoznacznie prozachodniego Centrum i Zachodu oraz względnie prorosyjskiego Donbasu i Krymu (Wschód), istnieje umiarkowanie prozachodni Połdniowy-Wschód. Co najważniejsze  – obserwacje wywiedzione z danych portalu społecznościowego potwierdzają mapy dotyczące proporcji grup etniczno-językowych oraz wyniki badań sondażowych (np. http://zn.ua/UKRAINE/mneniya-i-vzglyady-zhiteley-yugo-vostoka-ukrainy-aprel-2014-143598_.html). Z tych ostatnich dowiadujemy się, że o ile legalność rządu Jaceniuka uznaje 57% mieszkańców obwodu mikołajewskiego, o tyle już tylko 17% donieckiego i ługańskiego. W pozostałych obwodach wygląda to tak: chersoński 50%, dniepropietrowski 48%, odeski 41%, zaporożski 35%, charkowski 33%. Wziąwszy pod uwagę wariancję „braków zdania” (od 11% do aż 25%), wyniki dosyć wyraźnie korespondują z danymi, które widać na mapie internetowych „lajków”.

Warto rozważyć co może stanąć na przeszkodzie traktowania „kliktywizmu” jako źródła danych o nastrojach społecznych. Zrobię to w kontekście trzech podstawowych kryteriów, jakie musi spełnić rzetelne badanie socjologiczne (zob. http://www.spoleczenstwo.pl/pliki/sondaze-ISadowski.pdf).

(1) Najpoważniejszym problemem jest autoselekcja – populacja użytkowników może się wyraźnie różnić od reszty populacji. Zazwyczaj chodzi o wiek i kategorie dotknięte cyfrowym wykluczeniem. Warto jednak zauważyć, że problem autoselekcji jest tym poważniejszy, im bardziej hermetyczna jest podnoszona kwestia i mniej popularny portal będący źródłem danych. Jeśli mamy do czynienia z portalem „masowym”, a analizowana kwestia dotyka jakoś jego wszystkich użytkowników (i mobilizuje do zajęcia stanowiska), wówczas wypaczenie związane z autoselekcją staje się mniejsze. O opiniach osób starszych i tych, które nie korzystają z Internetu możemy wnioskować na podstawie tego, jak klikają młodsi członkowie ich rodzin. Dzieje się tak zwłaszcza w sytuacji (ewidentnej na zamieszczonej mapie) dyfuzji poglądów.

(2) Wiarygodność opinii. W sytuacji, gdy opinia nie jest wyrażana anonimowo, a przede wszystkim jest ona wypowiadana wobec własnych znajomych, a nie np. ankietera, jej wiarygodność należy ocenić na nie mniejszą niż w przypadku sondażu. Skłonny jestem twierdzić, że z socjologicznego punktu widzenia deklaracje polityczne na fb są nawet bardziej znaczącą formą artykulacji, niż odpowiedź na pytania w traktowanym jako poufny wywiadzie.

(3) Interpretacja wskaźnika. Interpretacja „lajku” jest niekiedy trudniejsza niż w przypadku pytania sondażowego. Niektórzy użytkownicy VKontakte mogli „polubić” określony profil tylko po to, by śledzić informacje, które są tam zamieszczane (a więc z ciekawości, a nie jako wyraz poparcia). Często jest to wybór porównywalny z tym, którego dokonujemy kupując określoną gazetę. Choć więc można mieć pod tym względem pewne zastrzeżenia, nie stanowi to poważnego zagrożenia dla formułowanych wniosków w sytuacji, o której tu akurat mowa. Przy napiętej sytuacji politycznej wybór mediów jest silnie skorelowany z wyborem światopoglądowym.

PS. Innej interesującej ilustracji podziału na Ukrainie dostarcza mapa tzw. Leninopadu (goo.gl/UqSYQn).