listopad 2009
W ciągu niespełna 20 lat transformacji sprywatyzowano w Polsce (bezpośredno) ponad 2,1 tys. przedsiębiorstw. Opinie Polaków na ten temat są bardzo podzielone, a co więcej zmienne.
W zeszłym miesiącu CBOS przeprowadził kolejne z serii badań opinii o prywatyzacji.
Pierwszy raz od 2000 roku liczba jej zwolenników (30%) przewyższyła liczbę przeciwników (20%).
Postanowiłem przyjrzeć się jak trendy w tej kwestii mają się do skali rzeczywistej sprzedaży majątku.
Rezultat zestawiania umieściłem na poniższym wykresie (kliknij na nim, by go powiększyć).
Jak widać masowy wzrost niechęci do prywatyzacji, który trwał do roku 2005 (włącznie), nastąpił niedługo po jej
szczytowym punkcie w roku 2000 (m.in. sprzedaż udziałów w TP S.A. - więcej szczegółów możesz poznać czytając
raport Ministerstwa Skarbu).
Natomiast pierwszy skokowy wzrost negatywnych opinii o prywatyzacji pojawił się w roku 1992, tuż po pierwszych doświadczeniach w tej dziedzinie.
W okresie 1990-1991 (czego nie widać już niestety na wykresie) prywatyzacji bezpośredniej poddano największą liczbę
przedsiębiorstw państwowych - tj. 416.
Dla porównania można podać, że w roku 2008 analogiczna liczba wyniosła 15.
Jak widać odczucia respondentów korespondują ze skalą prywatyzacji - zapewne przede wszystkim z obawami o utratę pracy.
Wiadomo też, że postawa negatywna koreluje przede wszystkim z niskim wykształceniem i wyższym wiekiem.
Generalnie wiele wskazuje na to, że w kolejnych latach opinie na temat prywatyzacji będą się w Polsce poprawiać, choć to
- jak widzimy - zależy od skali faktycznej sprzedaży państwowych przedsiębiorstw.
>> kliknij na wykresie, by go powiększyć <<
październik 2009
Jeszcze raz o statystycznej anatomii zbrodni - Small Arms/Firearms Education and Research Network przygotowała proste zestawienie, obrazujące zależność relatywnej liczby ofiar broni palnej od dostępności tej broni. W oczy rzucają się dwie sprawy - po pierwsze zależność jest zbliżona do liniowej, ale na każdym poziomie widać też, że znaczna część dyspersji nie jest wyjaśniana przez sam wskaźnik obecności broni. Rozkład - na oko heteroscedastyczny - pokazuje, że mimo podobnej dostępności broni w USA i Szwajcarii (tu nawet wyższa, o Helwetach mówi się, że nie mają armii, tylko nią są), prawdopodobieństwo bycia zastrzelonym dramatycznie się różni.
POdobnie wypada porównanie Francji i Nowej Zelandii. Polska, na całe szczęście, pod oboma względami lokuje się nisko.
>> kliknij na wykresie, by go powiększyć <<
maj 2009
W związku z nadchodzącymi wyborami warto polecić wszystkim potencjalnym głosującym przygotowany przez Centrum Edukacji Obywatelskiej test latarnika, który pozwala zbadać korelację pomiędzy własnymi poglądami, a programami poszczególnych partii politycznych.
maj 2009
Po marcowej strzelaninie w Winnenden (Niemcy), w której Tim Kretschmer zabił 15 osób, a następnie popełnił samobójstwo, po raz kolejny w mediach rozgorzała dyskusja o tym, dlaczego dochodzi do takich tragedii. Zapowiedziano przeprowadzenie drobiazgowego śledztwa, zarówno przez policję, jak i ekipę psychologów. Na poziomie pojedynczego przypadku wyjaśnianie tego typu ma rzecz jasna sens, jednak mam nieodparte wrażenie, że zaniedbuje się czynniki czysto socjologiczne. Przynajmniej od czasów Durkheima wiadomo, że jedną z najważniejszych sił kierujących zachowaniami anomijnymi jest charakter i konfiguracja więzi. Zamiast stosować wskaźnik samobójstw moglibyśmy się dziś przyjrzeć statystykom dotyczącym liczby strzelanin w szkołach, w podziale na kraje:
| Kraj | Liczba strzelanin w szkołach w latach 1988-2008 w przeliczeniu na 10 milionów mieszkańców* |
| Finlandia | 5,7 |
| Norwegia | 4,2 |
| USA | 1,8 |
| Kanada | 1,8 |
| Dania | 1,8 |
| Niemcy | 0,6 |
* Na podstawie liczby najgłośniejszych przypadków.
Oprócz krajów wymienionych w tabeli można podać kilka przypadków w innych krajach europejskich. Statystyki byłyby również relatywnie wysokie dla państw Bliskiego Wschodu, ale zarówno tam, jak i w innych częściach świata strzelaniny mają na ogół nieco inne podłoże (częściej jest ono elementem walki politycznej, jak w Biesłanie). Domeną strzelanin "anomijnych" są niewątpliwie kraje rozwinięte.
Wśród przyczyn podawanych w mediach są czynniki partykularne, psychologiczne, często obwinia się popularne gry komputerowe, Internet albo prawo regulujące możliwość posiadania broni. Jednak gdyby to właśnie wspomniane czynniki decydowały o prawdopodobieństwie zajścia szkolnej strzelaniny, to dane wyglądałyby inaczej. Gry komputerowe zwiększyłyby statystyki w Japonii, posiadanie broni jest najbardziej powszechne w USA i Jemenie (choć faktycznie kolejne są: Finlandia, Szwajcaria, Irak, Kanada, Szwecja), a statystyki problemów depresyjnych są rozłożone znacznie bardziej równomiernie, niż liczba strzelanin.
Co zatem z wyjaśnieniem poprzez sieć relacji? Nie mam systematycznych danych, ale można pospekulować na przypadku Kretschmera. Miał depresję i lubił Counter Strike'a, więc portret psychologiczny pasuje do wspomnianych wyżej teorii... Ale mało kto zwrócił uwagę, że chłopak nie miał solidnej więzi - "liny asekuracyjnej" - w żadnej z trzech podstawowych sfer: instytucjach edukacyjnych, grupie rówieśniczej, ani rodzinie (rodzice byli zaangażowani w prowadzenie własnej, rozwijającej się szybko firmy). Gdyby którakolwiek z więzi go "utrzymała", prawdopodobnie nie upadłby. Sieć w której funkcjonował była po prostu za słaba.
marzec 2009
CBOS: Ciekawe wyniki dało badanie zmian stylu życia. Na początku lat dziewięćdziesiątych tylko jedna osoba na pięć twierdziła, że zdarza jej się jeść z rodziną w restauracji. Obecnie jest to prawie co druga osoba. Częściej chodzimy na imprezy sportowe, do kina, wyjeżdżamy z kraju.
Po części wynika to rzecz jasna ze zmiany poziomu życia (co widać i w bieżącym zróżnicowaniu), ale generalnie można powiedzieć, że częściej wychodzimy z domu, w pewnym sensie bardziej uczestniczymy w życiu społecznym (choć wielu życzyłoby sobie bardziej konstruktywnego uczestnictwa).
W jakimś stopniu wpisuje się to w klasyczną obserwację Sidneya Verby, że stopień i sposób udziału w życiu społecznym zależy od ilości i rodzaju posiadanych zasobów (do których należy np. czas). Czy ogólna aktywność (nie tylko polityczna) służy demokracji? Zależy kogo byśmy zapytali - Huntingtona (gdybyśmy jeszcze mogli) czy Putnama.
marzec 2009
CBOS: Wciąż rośnie liczba osób zadowolonych z przemian ustrojowych - pierwszy raz przekroczyła 80% społeczeństwa. 30% uważa, że skorzystali na tym osobiście, 14% że stracili - reszta nie czuje bezpośrednich korzyści ani strat.
Ciekawy wynik daje zestawienie tych ocen z podziałem na potencjalne elektoraty. Osoby popieracjące PO są dwa razy częściej zadowolene z transformacji, niż osoby popierające PiS (odwrotnie z niezadowoleniem).
Czy jest to korelacja na tyle silna, by twierdzić, że jedna partia reprezentuje wygranych w transformacji, a druga przegranych? To chyba kwestia stabilności tej relacji.
marzec 2009
Poszukiwałem ostatnio jakichś wyników badań na temat głupoty. Wyników póki co nie znalazłem, za to trafiłem na ciekawy artykuł o przydatności głupoty w nauce.
The importance of stupidity in scientific research by M. A. Schwartz.
luty 2009
CBOS: w pierwszej trójce najbardziej poważanych zawodów w Polsce najdują się obecnie profesor uniwersytetu (84% daży ich dużym poważaniem), strażak (84%) i górnik (78%).
Jednym słowem profesor jeszcze wciąż się trzyma, choć zawody związane z kontrolą nad ogniem depczą mu po piętach. 47 lat temu jedno z pierwszych (jesli nie pierwsze) badanie tego typu w Polsce przeprowadził Adam Sarapata. Wówczas również profesor znalazł się na pierwszym miejscu, ale drugie i trzecie zajmowali minister i lekarz. Lekarz jest dziś na piątym, za to minister zanurkował do dolnej części hierarchii.
Co ciekawe ostatnia w PRLu sprzątaczka znacznie zyskała biorąc pod uwagę uznanie społeczne, którym jest dziś darzona ("wygrana w transformacji"?!) - zajmuje miejsce bliżej środka (47% dużego poważania) i wyprzedza m.in. wojewodę (46%).
Co interesującego da się jeszcze wyczytać w ocenach Polaków? Na samym dole hierarchii prestiżu znajduje się działacz partii politycznej i poseł (odpowiednio 19 i 24%). Minister (36%) znalazł się za niewykwalifikowanym robotnikiem budowlanym (40%), a burmistrz i ksiądz (po 42%) za sprzedawcą w sklepie (45%).
Najwyraźniej hierarchie władzy i wykształcenia wciąż rozjeżdżają się w Polsce z hierarchią prestiżu. A tak po prawdzie, to świadczy to też o mniejszym autorytaryzmie w myśleniu.
luty 2009
CBOS: 37% Polaków uważa, że sprawy w kraju idą w dobrym kierunku, przeciwnego zdania jest 50%.
Przewaga malkontentów nie jest jedynie symptomem kryzysu - od roku 1991 jest to w polskim społeczeństwie właściwie norma.
Krótkotrwałe okresy przewagi optymistów przypadają na lata 90-91, 94, 95, 97-98, 07-08. Jak widać, są dosc dobrze zsynchronizowane z terminami wyborów.
Niezależnie od ocen systemu, własną sytuację oceniamy coraz lepiej - trend rosnący utrzymuje się od początku bieżącej dekady (41% zadowolonych, 21% niezadowolonych z warunków materialnych gospodarstwa domowego).
luty 2009
CBOS: od początku transformacji w Polsce znacząco wzrósł odsetek 15-latków sięgających po piwo (z 53 do 78%) i wódkę (z 31 do 58%).
Odwrócił się natomiast trend wzrostowy dotyczący konsumpcji papierosów (38%) i narkotyków (obecnie 15%). Nową pozycją na liście używek są dopalacze-smarty - używa ich 3% 15-latków.
Ciekawe tylko na ile trendy te dotyczą faktycznej konsumpcji, a na ile zmian w sposobie odpowiadania nastolatków w związku ze zmieniającym się kontekstem medialnym.
|